Największe Mazurskie Regaty widziane z pokładu Świetlika. Zaczęliśmy od testów Świetlika i Żarka, trzech naszych sterników, dwa jachty, jezioro Boczne i Niegocin. Wynik ? - remis 2x2.

Zgłaszamy Żarka, ale ostatecznie ruszamy na Mamry Świetlikiem.

Na miejscu, jachtów jak zawsze pełno, cumujemy obok faworyta naszej klasy, jest dobrze, przynajmniej przez chwilę, będziemy blisko czołówki. Podobno przypłynęliśmy, żeby kogoś zdetronizować, takie zaczepki puszczamy mimo uszu, lepiej skoncentrować się na odprawie i przebiegu trasy. Robi się wietrznie, z naszymi żaglami i lekką czteroosobową załogą na wiele nie możemy liczyć. Dwa lata wcześniej na Nucącej z Wiatrem zbieraliśmy doświadczenie i skończyliśmy na 11 miejscu, w 2015 Żarek był 6, tym razem miejsce w piątce przyjmiemy w ciemno, po cichu myślimy o pierwszej trójce. Mamy nowego zdolnego na pokładzie, próbujemy kilku zwrotów i dajemy mu szoty foka pod opiekę! Trzeba wierzyć w ludzi. Zaczęły się starty, kolej na nas, nie zdążymy na miejsce, z którego chcemy startować, ale wychodzimy w czołówce, pilnuje nas Bolero 805, jesteśmy na czele ... przez chwilę :( Po nawietrznej przechodzi nas Bolero, widzimy tylko uśmiech spod wąsów. Właściwie to zgodnie z tradycją morską powinien nas okrążyć, pokazać, że jest szybszy i płynąć. Zrobił tylko to drugie! Jak reszta Boler jest taka szybka, to będzie kiepsko! Na górnej boi jesteśmy na drugim i na pełnym planujemy coś odrobić, ale nie dajemy rady, tracimy trochę do ścigającej nas grupy Boler i Storma 26, który dziwnym trafem znalazł się w naszej klasie. Na dolnej boi przy Kirsajtach mylimy kierunek i zamiast ścigać prowadzącego i notujemy niewielką, ale jednak stratę. Przesmyk na Święcajty przechodzimy płynnie, ale znowu nieco tracimy, przed kolejną dolną boją mamy stratę ok. 300 m, przewaga nad resztą coraz mniejsza. Halsówka na Święcajtach zmiennie, przed Wyspą Kocią robimy błąd nawigacyjny i przeciągamy za wysoko, schodzimy półwiatrem i tracimy jedną pozycję w przesmyku na Mamry kolejne dwie. Co dobre to dalej jesteśmy w piątce i wyczerpaliśmy limit pecha i złośliwości Neptuna. Na kolejnej zmianie szybko odrabiamy dwie pozycje i zbliżamy się do prowadzących i zaczyna się rywalizacja burta w burtę-to lubimy!

Czas sięgnąć po tajną broń co to było ? Nieważne, liczy się skutek, jesteśmy na pierwszym! Wiatr się ustabilizował, a my wyciskamy wszytko ze Świetlika, ile się da, w efekcie nie tracimy dystansu, a chyba trochę zyskujemy na wysokości, to przełomowy dla nas moment, znowu walczymy o zwycięstwo! Kolejna boja i pilnowanie przeciwników, ale i siebie. Ostatni etap przed metą na słabszym wietrze już nikt nam nie zagraża, jest chwila, żeby podziwiać ścigające się jachty. Nie wierzymy do końca w zwycięstwo, tak jak szanowna Komisja Regatowa, która pewnie czeka na Bolera i Storma i zignorowała Świetlika. Jak finiszować, kiedy meta zamknięta. Ostateczne po sprawdzeniu, analizach, dokładnych oględzinach, trzech naradach wywieszono flagę klasy i odtrąbiono zwycięstwo Twistera z Bogaczewa. Wielkie dzięki całej załodze. Na zakończenie były brawa, puchar i "WE ARE THE CHAMPIONS". Bardzo ciekawe regaty dobrzy sternicy, warto być tam za rok. My chyba w innej klasie i tradycyjnie innym jachtem? Świetlik od wielu lat mógł startować w regatach i wielka szkoda, że dopiero teraz się na to zdecydowaliśmy. Dlatego nie warto odkładać wszystkiego na później, tym bardziej, że brać żeglarska, przynajmniej na brzegu, jest wesoła i przyjazna, szczególnie po regatach!
Świetlik w 2016 roku startował pięciokrotnie i przegrał tylko dwa razy z jachtami typowo regatowymi, a raz nawet z takim jachtem wygrał, to chyba wyjątkowe osiągnięcie jak na nie najnowszy jacht typowo czarterowy! Pływając na Mazurach, patrzcie za rufę, Świetlik może być wszędzie!

Zdjęcia: Katarzyna Wądołowska, Paweł Bękalski